Bóg jako oko cyklonu

Straszny zamęt jest wokoło mnie. Tysiące ważnych spraw, moich ułomności, ludzkiej szlachetności i znacznie więcej podłości. Całe moje życie – jakby wir, w którym staram się odnajdywać krętą drogę , w którym smagany jestem nieszczęściem i bólem, w którym spotykam chwile wytchnienia i radości. W którym noce i dnie, ludzie i zdarzenia, moje marzenia i cierpienia, w którym spory i wieczne pytania, i ciągłe staranie się, pochylenie się, wysiłek.

Tak wygląda życie na co dzień. Tak wyglądają czasem rozmowy. Przestrzeń między ludźmi. Z tego zamętu usiłuję poskładać całość. Znaleźć odpowiedzi. Na co? Na wszystko. Dobrze mi wychodzi. Często jestem elokwentny. Sprytny. Mądrzejszy. No i wytrwały. Jestem lepszy i silniejszy niż inni, tak mi się czasem wydaje. Znajduję dla siebie uznanie i wkurza mnie to, gdy inni go nie znajdują, gdy życie udowadnia mi moją głupotę, gdy widzę, jak wszystko na nic.

Bóg? Bóg jest jednym z elementów tego życia, tej rzeczywistości. Jest jedną z „rzeczy”, którą się „zajmuję”, do której się odwołuję, której czasem szukam, czasem unikam, czasem zapominam. Jakoś staram się Go zrozumieć, pojąć, umiejscowić. Bardzo dużo o Nim słyszałem. Właściwie od zawsze morze słów, wlewało się w moją świadomość na Jego temat. Kazania, obrzędy, nauki, czytania, mądrości, przykazania, podniesiony w górę palec – „żebyś się nie ważył”. Autorytet. Ma czarną sutannę. „I nawet nie pomyśl”. Mogliby urozmaicić te kolory.

Więc oczywiście bunt. Bo to życie się składa i dodaje, ale tylko czasami. Bo czasem staje się nie do zniesienia, nie do wytłumaczenia. Więc zostaje „Ja” przeciw światu, przeciw naukom, nawet przeciw Bogu, przynajmniej temu z ogłaszania go, kulturalnego, mądrawego, drętwego, napuszonego do granic.

Ale to mija, gdy sprawy się ułożą i człowiek znów odnajduje – wytłumaczalną wersję życia. Zaczyna widzieć w nim sens, taki i owaki. Właściwie wszystko się do tego sprowadza, do zobaczenia w życiu sensu, to jest do uchwycenia myślą ładu i stabilności w tym kręcącym się wkółko huraganie.

Boga… zagadaliśmy. Zarzuciliśmy go wyrastającymi z naszej łapczywości pytaniami. Zakryliśmy i zamurowaliśmy pozornymi odpowiedziami, które są dla nas solidne jak cegły. „Bóg jest sędzią sprawiedliwym”. „Bóg jest królem”. Bóg jest taki, Bóg jest inny. Bóg jest tym, jest tamtym. Bóg chce, żebyś nie zjadł w piątek mięsa kaczki. Bóg zezwala ci na zjedzenie w piątek mięsa szczupaka, a kaczki możesz spróbować w sobotę. Serio. Bóg się smuci, wkurza i gniewa. Taki charakter. Więc nabożeństwa przebłagalne. Ma wiele nawyków i wszystko wiedzą ci uprawnieni.

W dawnym Izraelu pobożni ludzie mieli kilkaset przykazań do przestrzegania. Teraz chyba nieco mniej, bo nie jesteśmy tak precyzyjni jak Żydzi, ale zarzuciliśmy Boga całą teologią, miliardami słów, setkami tysięcy pojęć, które ten z owym wymyślił w pocie czoła. Sami zaś szarpiemy się w tym cyklonie zwanym życiem, starając się spojrzeć na to, co w jego środku, na Boga zakrytego pancerzem z cegieł i dachówek słów, które nam sprzedano, podano, wpojono, które uwewnętrzniliśmy, które bierzemy za Boga.

Ponieważ jednak to wszystko nam jakoś nie wystarcza. Ponieważ nie znajdujemy odpowiedzi i huragan nas rani.  Czasem wychodzimy by szukać i się „wzmacniać”. Wyruszamy, na przykład na pielgrzymkę. Idziemy w grupie, modlimy się, słuchamy. Albo idziemy z kimś. Utwierdzamy się. W tym, co znamy. Bo może niezbyt silnie, do tej pory, dlatego porywy wiatru nas szarpią. Bo gdy mocniej, wtedy zrozumiemy rzeczywistość, za pomocą znaków języka, pisanych słów, mówionych zdań, przeżywanych stwierdzeń i tez.

Gdy ktoś chce wyjść na długą pielgrzymkę, taką która nie jest grupowa, często ogłasza, że szuka partnera. Kogoś z kim mógłby iść. Bo taka jest nasza natura, bo „niedobrze by człowiek był sam”. Bo jesteśmy bytami społecznymi i prawdziwe życie, to życie razem. A jednak –  kto „nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego” NIE MOŻE. Bo Bóg jest  w oku cyklonu. I wejść do niego można tylko, zostawiając za sobą wszystko, łącznie z sobą samym. I nie opisują go żadne słowa. Żadne nauki. Żadne stwierdzenia. Bo sama próba opisania jest wchodzeniem w huragan. Więc zostawić trzeba siebie. Inaczej nici z kontaktu. Nici z bezpośredniości. Nici z miłości.

Ale tak strasznie przywiązani jesteśmy. Do tego, by POSIADAĆ. Wytłumaczenia. Uzasadnienia. I kluczowe tutaj jest słowo „posiadać”, gdyż w drodze do Boga trzeba wszystko „stracić”. Bo owo „wszystko” to nic innego jak porywy cyklonu, wywołanego naszymi pragnieniami, lękami, naszym uchwyceniem (się) rzeczywistości, naszym staraniem (się) jej wytłumaczenia. To ostatecznie my jesteśmy twórcami i autorami tego huraganu. I wyjść z niego możemy tylko w jeden sposób. Zostawiając wszystko i wchodząc w jego oko. Bo „kto STRACI swoje życie” ten je zachowa.

Pozostają dwa pytania: Czy takiego Boga da się jednak jakoś opisać? Jak do niego dojść?

Nie. Nie da się. Nie da się o nim Nic powiedzieć. Bo rzeczywistość słów i myśli to tworzywo cyklonu, a w jego oku jest cisza. Więc mówiąc o Nim, mówimy nie o Nim. Nie ma żadnych zdań ani nauk, mogących go dotknąć czy określić. Każda próba może być w istocie b u d o w a n i e m   b a r i e r y, pomiędzy Nim a nami. Ten kto mówi – nie wie. Ten kto wie – nie mówi, to pewne, bo to rzeczywistość przedsłowna i słowa przekraczająca.

Dojść do Niego oczywiście można. Bo nie ma cyklonu bez oka. Mówią, że trzeba wszystko zostawić, zapomnieć samego siebie. Ale to za mało. Bo to warunek, a nie kierunek. Kierunkiem i drogą jest On sam. Cel bowiem jest stale obecny, w każdym metrze drogi do niego, w każdym kroku człowieka (pielgrzyma) podążającego tą drogą. Więc Piekło jest w tych, co kroczą drogą do piekła. I Bóg jest w tych, co kroczą drogą do Niego. A jedyną rzeczą, którą możemy zachować, tracąc wszystko, jedyną drogą, sposobem dotarcia do niego jest – miłość. Bo On jest jej źródłem i początkiem, jest nią samą. Zostawiając coraz więcej za sobą, zostawiając w końcu Siebie, możemy na droga miłości przekroczyć tę GRANICĘ. Odnaleźć, a może dać się odnaleźć, zdumieć się i… p r z e s t a ć   m ó w i ć , jak święty Tomasz z Akwinu. I wkroczyć. W oko cyklonu. A tam…

——————————————————————————-

Zachęcam do wsparcia lub zajrzenia do mojej książki. To piękna i niezwykła rzecz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *