List episkopatu Polski – „Przebudźcie się”

Droga przez Polskę

Ukochani w Panu bracia i siostry

Zebrani 15 lipca roku pańskiego 2018 na Wawelu, prastarej stolicy królów Polski, kierujemy do was słowa miłości i zatroskania. Przebudźcie się! To wezwanie wielokrotnie pojawia się na kartach Pisma Świętego. Cóż to znaczy – przebudzić się? Cóż to znaczy w historycznym i społecznym kontekście naszego narodu w dniu dzisiejszym?

Ewangelia zarysowuje przed każdym człowiekiem ścieżki życia prowadzące do szczęścia zarówno tu na ziemi, jak i szczęścia wiecznego z naszym Panem w niebie. Ten kto podąża za słowami Chrystusa, ten zapiera się siebie, szuka tego, co zgubione, we wszystkim pokłada nadzieję, bo jego siłą i mocą jest Bóg.

Świat tymczasem, w którym żyjemy, oferuje nam swoją własną siłę. Moc, z której pomocą możemy – jak to fałszywie nam podpowiada – naprawić niesprawiedliwości, ukarać zło, ustanowić dobre prawo i – co najważniejsze – zwyciężyć. Siłą, oferowaną przez świat, jest nienawiść. Ta prastara, obecna w człowieku, na równi z miłością, tendencja do podporządkowywania zamiast współpracowania, do rządzenia zamiast służenia, do brania zamiast dawania.

Nie możemy odmówić tej wrogiej sile mocy sprawczej. Zwycięstwa na tej drodze są jednak iluzoryczne i krótkotrwałe, osiągane za cenę krzywdy ludzkich dusz. Ilekroć ludzie odwołują się do negacji drugiego człowieka, dehumanizacji innego, ile razy swoje serce wypełniają żądzą zemsty, pogardą i pragnieniem – w ich rozumieniu – oddania pięknym za nadobne, tyle razy wchodzą w przyjaźń ze złem. W kontakt z tym odwiecznym pragnieniem, by człowieka zniszczyć, upodlić i unieważnić. I w ten sposób właśnie odbywa się obiecane na tej drodze zwycięstwo, poprzez różne formy zniszczenia, upodlenia i unieważnienia drugiego człowieka.

Nie taka jest droga chrześcijan. Chrześcijanin nie jest – jak chcą go widzieć jego nieprzyjaciele – biernym i nie sprzeciwiającym się złu człowiekiem. Chrześcijanin nie jest człowiekiem pokoju, rozumianego jako rezygnacja z działań. Chrześcijanin jest człowiekiem nieustannej walki. Ale walki o dobro. Walki, której kluczowym i fundamentalnym warunkiem jest dostrzeganie bliźniego w obcym człowieku. Nawet we wrogu.

Siły, które pragną naród polski do Boga oderwać, a jednocześnie go sobie podporządkować i wykorzystać, zawsze dążyć będą do jednego – do skłócenia Polaków, do wzniecania animozji i konfliktu. Ileż to lat i wolno nam powiedzieć wieków, byliśmy obiektem tak złowrogich i niecnych działań? Tych dążeń by Polak drugiego Polaka znieważał, by go poniewierał. Nie ostanie się królestwo, gdzie jedni walczą z drugimi. Nie ostanie się takie państwo, ani naród, ani społeczeństwo, bo obcy przyjdzie na to zmaganie i przechyli szalę, dając zwycięstwo to jednym, to drugim, a w rzeczywistości podporządkowując sobie wszystkich.

Kochani rodacy, bracia i siostry. Te właśnie słowa, rozpoczynające nasz list, nie są czczym zawołaniem i konstrukcją języka, której rolą jest wyglądać pięknie w waszych oczach. Te słowa, to najboleśniejsza i jakże trudna czasami realność. To wezwanie i zadanie przede wszystkim dla nas, zgromadzonych w rocznicę wiktorii spod Grunwaldu.

Jakże często i my, biskupi, popełniamy błędy, odnosząc nasze pouczenia do was, wiernych, a nie przede wszystkim do nas – pasterzy. Jakże łatwo zapominamy, że naszym celem prócz krzewienia wiary, jest łączenie ludzi. Jakie rany wyrządzamy wam, dając zły przykład z życia czy słów, takich które dzielą, prowadzą do pogardy i poniżania, które w imię mylnie rozumianej religijności, ,miast służyć dobru, złu tak naprawdę oddają przysługę.

Zapomnieliśmy się, przyznajemy to z pokorą, w naszym nauczaniu, w naszych dalekosiężnych i wzniosłych słowach i zamiarach, a odeszliśmy od was, od zwykłego życia i człowieka, od praktycznego związku z tym, co najważniejsze dla narodu i osoby ludzkiej. Odeszliśmy od krzewienia pokoju, czasem, co przyjmujemy dziś ze wstydem, w imię krzewienia błędnie rozumianej religijności.

Drodzy bracia i siostry. Chrystus jest drogą człowieka. Jest on obecny w każdym z nas. Zło kieruje ku wam swoje podszepty, iż to nieprawda, powiada iż w tym drugim człowieku nie ma Boga i trzeba go zatem zniszczyć lub ukarać za to. Nie bądźmy sędziami bliźnich, bo Pan nasz nie przyszedł na świat, aby sądzić. Przyszedł by go zbawić, a to znaczy odnaleźć i uratować. Bądźmy dla innych odnalezieniem i ratunkiem, a nie potępieniem i chęcią rewanżu. W życiu codziennym oznacza to przede wszystkim szacunek, rzetelność i chęć pomocy. Niech to będzie nasze codzienne, chrześcijańskie zadanie.

Nie dokonamy jednak tego, ani wy, ani my, jeśli nie zanurzymy się w bólu konfliktu z własnym egoistycznym „ja”. Zmiana zawsze kosztuje i odbywa się drogą pewnej walki. Nie dokonamy tego, jeśli w centrum naszej uwagi nie umieścimy Boga. Jeśli nie wejdziemy z Nim w prawdziwą – a nie wyrażaną jedynie deklaracjami słownymi – relację. Nie uda nam się to zadanie, jeśli Bóg nie stanie się naszym Przyjacielem.

Drogą do człowieka jest Chrystus, a nie świat. Drogą do wolności i szczęścia jest miłość i poświęcenie się, a nie egoistyczna niechęć, tendencje do gromadzenia dóbr i dominacji nad drugimi. Drogą do prawdy jest pokora, czemu dajemy wyraz w tym właśnie liście.

Niech od tej pory, każdy z was, tak jak każdy z nas, w drugim człowieku zacznie dostrzegać człowieka. A to znaczy istotę równą sobie, równą w potrzebach, w nadziejach i w należnej godności. Tym zaś, którzy – przyznajemy ze smutkiem, że tacy są – starać się nas będą krzywdzić, dawajmy odpór, dla którego siłę będziemy czerpać ze związku z Panem Naszym, a nie z podsuwanej przez naszego wroga drogi pogardy i potępienia.

Wszystkim wam, udzielamy pasterskiego błogosławieństwa. Obejmujemy was swoją miłością i modlimy się do Pana Naszego o pokój dla waszych serc, o potrzebne wam w życiu siły, o błogosławieństwo Boga Wszechmogącego, który pragnie dla nas wszystkich jednego – wspólnie przeżywanej wolności i radości na wieki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *