Koniec Kościoła Katolickiego

image

Nic się nie dzieje. Dzień jak co dzień. Nie ma żadnych powodów do gadania o katastrofie, bo u nas w parafii, wszystko jak dawniej. Ile osób wierzyło w sierpniu 1939, że za chwilę nastąpi katastrofa? Z perspektywy wąskiej i „naszej własnej” wydawać się może, że wszystko jest w porządku. Ale fala już podniesiona i zamiata budynki, ziemię i ludzi, tyle, że jeszcze nie u nas. U nas pierwsze symptomy, wibracje. Ale czy to będzie długo?

Kościół Katolicki stoi wobec trzech krytycznych zagrożeń. W kolejności od najmniej ważnego do najpoważniejszego będą to:

  1. Deprawacja części hierarchii i niezdolność pozostałej części do walki z tymi zachowaniami. Hasło – pedofilia.
  2. Uzielonoświątkowienie kościoła, czyli rozwój i wpływ ruchów i zachowań „charyzmatycznych”.
  3. Skostnienie funkcjonalno-doktrynalne połączone z asymilacją części tez „liberalnych”.

Pedofilia to oczywiście nie jest problem sam w sobie, w tym sensie, że te ohydne i kryminalne zachowania niestety zawsze się będą zdarzać. W tym obszarze mieszczą się też zachowania przymuszania młodych – choć już nie dzieci – mężczyzn do zachowań homoseksualnych, przez ich przełożonych w Kościele. Prawdziwym problemem jest ROZJECHANIE się głoszonych WARTOŚCI ze stosowaną PRAKTYKĄ i ZACHOWANIEM.

Po prostu te odpychające zjawiska TOLEROWANO w imię wizerunku „świętego Kościoła Katolickiego”. I nie tylko te – można by dopowiedzieć. Uznano, że dobro jakim jest SZACUNEK okazywany przez wiernych Kościołowi, jest ważniejsze od dobra pojedynczych, krzywdzonych osób albo dobra, jakim jest wymierzanie kary za zło. Aby utrzymać wizerunek Kościoła jako świętej instytucji przekazującej objawione nauki, ukrywano prawdę i chroniono deprawatorów. Chodziło o AUTORYTET hierarchii wobec wiernych.

Ten autorytet się na naszych oczach osuwa. Obrazowo mówiąc, „świętym prawodawcom” spadają powoli spodnie, ciągnięte przez zaciekłe media.  Wzięło się to po części z tego, że hierarchia nazwała siebie Kościołem i postanowiła rządzić ludźmi zamiast ich prowadzić. Postanowiła ich kontrolować i nad nimi panować, zamiast im pomagać i wskazywać drogę poprzez własny PRZYKŁAD. Kwestia przykładu, w ogóle gdzieś zanikła i zostały groźby, warunki, nakazy, zakazy, wymogi i rozliczenia z pozycji my na górze wy na dole.

Ten model i dla wiernych miał swoje zalety, bo w zamian za stosunkowo niewielki zakres świadczeń, tzn. ofiara pieniężna, uczestnictwo umiarkowane w nabożeństwach i dopełnienie, czego ksiądz tam zażąda, otrzymywało się życie wieczne. Nie trzeba było kochać ludzi, z kochania Boga nikt się już nie spowiadał. Można było odetchnąć i z ulgą żyć dla siebie, po swojemu.

Uzielonoświątkowienie czyli pentekostalizacja to fajny, nieuświadamiany – a powszechny w kościele – ruch. Sprowadza się on do tego, że w czasie jego zgromadzeń „na prawdę” wreszcie coś się dzieje. Wracają czasy pierwszych chrześcijan. Ludzie DOZNAJĄ uzdrowień, „spoczynków w duchu” oraz całego szeregu rozmaitych „nadprzyrodzonych” zjawisk.

Ten proces zaczyna się od zmiany nastawienia człowieka na DOZNANIA i DOŚWIADCZENIA, gdy w KK nastawienie było na posłuszne spełnianie przepisanych praktyk. Można powiedzieć, że KK to była MAGIA, która nie działała, bo ksiądz udzielał sakramentu bierzmowania i dokładnie NIC z tego nie wynikało dla bierzmowanego. Jak zresztą z wielu innych gestów i słów. Tymczasem w rycie „zielonoświątkowym” mamy „magię”, która DZIAŁA, bo z „namaszczenia Duchem św” wynika cała masa niezwykłych zupełnie, odczuwanych i przeżywanych przez człowieka doświadczeń.

Propagatorzy tej fali mówią o doświadczeniu „Boga żywego”, tak jakby ten doświadczany w KK był „Bogiem martwym”, no bo przecież nie żywym, jak na nabożeństwach charyzmatycznych. Ludzie zdrowieją, masowo tracą przytomność upadając w „duchu”, warczą, latają na czworaka, trzęsą się w drgawkach i konwulsjach. To wszystko oczywiście „w duchu”.

Z tym zdrowieniem, to jest taka sprawa, że w Lourdes KK zatwierdził 70 cudów wyzdrowienia. Ale to w ciągu 150 lat. Zatem jedno cudowne wyzdrowienie na 2 lata. Jednak w ciągu dwóch lat Lourdes odwiedza od 10-14 milionów pielgrzymów. Na jednej konwencji/konferencji/nabożeństwie charyzmatycznym wielu ludzi doznaje uzdrowień. Jakości i charakteru tych uzdrowień nie weryfikują jednak ustanowione i skrupulatne zespoły, choć samo to, wcale nie znaczy, że realnych uzdrowień nie ma.

Z falą pentekostalną związane jest także zainteresowanie demonologią, działaniami szatana, egzorcyzmami itd.Ten element również można zaobserwować w KK. O rzeczywistej skali ruchu pentekostalnego biskup Czaja pisze tak: Obecnie szacuje się, że jest już 600-800 milionów chrześcijan zielonoświątkowych. W 2025 roku ma ich być miliard. Do tego trzeba dodać, że biorąc pod uwagę rzeczywiste praktykowanie religii, a nie tylko formalną przynależność kościelną, już dziś zielonoświątkowcy są największym wyznaniem chrześcijańskim. Stąd wniosek, że religia chrześcijańska w wymiarze globalnym podlega postępującej dekompozycji.

Skostnienie KK ma swoje źródła w dwóch przesłankach/zjawiskach. Pierwsze z nich to największy skarb KK, którym jest RACJONALNE podejście do spraw wiary i religii. KK zawsze stawiał na rozum, na rozumowe podejście do spraw wiary. Nie polegał na uczuciach i odczuciach. Łączył mistyczną i głęboką wiarę swoich świętych z racjonalistycznym podejściem swych doktorów kościoła. Owocowało to rozrastającym się systemem twierdzeń doktrynalnych oraz przejawami życia monastycznego, gdzie sprawy relacji człowieka z Bogiem były posunięte do ekstremum. Tą drugą, oprócz rozumu, przesłanką była MISTYCZNA wiara świętych Kościoła Katolickiego. Realne przeżywanie obecności Boga. Z racji tego, że Bóg pozostaje nieosiągalny dla człowieka w drodze zmysłowej, postawa ta graniczyła – przyznajmy – z szaleństwem, bożym szaleństwem.

Rozum ostatecznie w KK pozostał, niestety mistycyzm i jego realne przeżywanie zanikło. Księża zaczęli traktować swoją działalność jako „pracę” i tego właśnie słowa używać na określenie tego, co robią. Biskupi zaczęli czynić starania by „jakoś to było dalej”, żeby trzoda się nie rozpierzchła, co w sumie uzasadnione. Nauczanie, które utraciło oparcie w realnym mistycyzmie, zaczęło przesuwać się w stronę normatywności, zatem zasad, co wolno, a co nie wolno, oraz związanych z nimi religijnej natury gróźb, mających skłonić odbiorcę zarówno do uczestnictwa w KK jak i posłusznej realizacji zestawu norm i praw. Takim „rubikonem” była encyklika Humanae Vitae, która regulowała sprawy zapobiegania ciąży, ale nie tylko, regulowała opatrując określeniem grzech, przebieg stosunku seksualnego męża i żony.

W jakimś zakresie KK uległ też „starotestamentalizacji”. Bo to Stary Testament wyrażał przekonanie, że do Boga można dojść poprzez przestrzeganie ustanowionych praw i reguł. Kładł nacisk na nieczystość człowieka i konieczność oczyszczania za pomocą ofiar i obrzędów. Uznawał, że Bóg mieszka w świątyni. Nowy Testament uczył odwrotnie. To kontakt z Bogiem oczyszczał, a nie człowiek dostępował kontaktu z Bogiem po, ustanowionym przez ludzi, oczyszczeniu. To szabat (prawa) miały służyć człowiekowi, a nie człowiek miał być dla szabatu. Ktoś może powiedzieć, że po latach… wróciło częściowo to, co już było.

Z braku żywego mistycyzmu, który mógłby być źródłem przyciągania ludzi, KK przyjął część idei postępowych, takich jak równouprawnienie kobiet (w rozumieniu feministycznym), równouprawnienie stron w małżeństwie katolickim, które mimo to, miało nadal być nierozerwalne. Te działania jeszcze bardziej wytrąciły, KK z wcześniejszej równowagi.

KK nie umrze. Jednak wspólnoty pentekostalne mogą go zepchnąć najpierw do roli niszowej, a potem wspominane procesy doprowadzić mogą do dekompozycji samego katolicyzmu poprzez podziały wewnątrz struktury tego kościoła, których początki już dzisiaj widać, choćby w zaciekłych atakach duchownych polskiego kościoła na papieża Franciszka. Równolegle duchowni katoliccy o pentekostalnych sympatiach  propagują postawy religijne właściwe dla tego ruchu wewnątrz Kościoła Katolickiego i przejmują jego poboczne instytucje, jak to można zaobserwować na przykładzie portalu deon.pl firmowanego przez jezuitów.

Usiłowania – szczególnie widoczne w kościele polskim – by było, jak dotychczas, wydaje się drogą porażki, zestawem działań prowadzących do podziału i zaniku ogromnej wartości jaką jest KK. Pójście w drugą stronę, to jest akceptacja wszelkich nowości, to skok do basenu, w którym nie wiadomo czy jest woda, choć zapewniają o tym różni nauczyciele „nowej fali’.

Kościół może dokonać następujących zmian:

  • Dowartościować rolę świeckich, tak by nie byli, jak obecnie, biernymi widzami, tylko realnie aktywnymi uczestnikami.
  • Przenieść punkt ciężkości z nauki o potrzebie przestrzegania reguł i uczestnictwa w nabożeństwach, na naukę o potrzebie miłości do Boga i ludzi. Nie znaczy to, że pierwsze należy anulować, tylko że ono ma być konsekwencją i pomocą w miłości.
  • W kwestii reguł życia przyjąć zasadę, że „Szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu”, to znaczy, że reguły i zasady pełnią rolę służebną wobec dobra człowieka.
  • Kwestią wagi zasadniczej jest wymóg w stosunku do hierarchii  (ale nie tylko) takiego pójścia w kierunku Boga, które zaowocuje przykładami świętości, przykładami pociągającymi wiernych. Metoda na „ekonoma” nie ma szans na kontynuację. Niezbędne jest „boże szaleństwo”, bez tego, nauka pozostanie sucha i nie wytrzyma konfrontacji z bogactwem doświadczeń i wrażeń dostępnych „od ręki” w nowych ruchach religijnych.
  • „Kto chce być wśród was największy, niech służy wszystkim” – ta reguła powinna się stać boleśnie egzekwowanym wymogiem. Służenie rozumiane jako bycie ponad i zarządzanie oraz rozliczanie ludzi, będzie znajdować coraz mniejszy oddźwięk.
  • Ostatecznie, na serio, a nie tylko werbalnie, Kościół może zacząć głosić DOBRĄ nowinę. Nowinę, która u słuchaczy wywoła uśmiech. Może zacząć uczyć radości, bo do tej pory, nowina była jakby pesymistyczna nieco, mimo tego, że była zasadniczo prawdziwa.

Tymczasem, jak pisze bloger Amstern, w Niemczech zamknięto ostatni klasztor trapistów. Może to konieczność. A jednak… szkoda. Kościół Katolicki to niezwykła tradycja. Zwykle w chwilach krytycznych odnajdował równowagę i drogę wyjścia na prostą. Czy teraz będzie podobnie?

———————————————————–
zdjęcie: https://globalaktual.com/wp-content/uploads/klarifikasi-potensi-tsunami-pdg.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *