Archiwa tagu: KK

List do księży Kościoła Katolickiego

(ćwiczenie retoryczne)
Kochani księża Kościoła Katolickiego

Piszę do was ten list, choć zapewne go nie przeczytacie. Nie przeczytacie go, bo macie dość swoich kłopotów, swoich spraw, swoich wątpliwości i obowiązków. Nie przeczytacie go, bo macie mnie głęboko w pewnej części ciała, choć się otwarcie do tego nie przyznacie, ale nie szkodzi. Ja także mam głęboko w pewnej części ciała całą masę ludzi, choć… nie powinienem i nie tego uczył Pan Jezus. Alem człowiek, znaczy ułomny, i znaczy staram się, ale jak się staram, to znaczy, że nie jestem tam i taki, jak bym chciał.

Nie martwcie się. Wcale wam nie mam za złe, żeście – przynajmniej niektórzy z was – pijakami, że z kobietami seks, że kasa, kasa, kasa dla niektórych. Dzieci i deprawacji kleryków to oczywiście nie daruję, ale to szczegół i z tym jakoś się uporacie. Nie mam wam tego wszystkiego za złe, boście ludźmi. Po prostu. Chcieliby was oblać brązem i postawić na pomnikach, a to bzdura, choć – przyznajmy – sami tę bzdurę ludziom wbiliście do głów.

Więc nie mam wam za złe, tego wszystkiego o co oskarża was reżyser i aktor, i dysponenci środków medialnych, bo to wszystko ludzkie słabości więc jakby mi braćmi jesteście w tej niedoli, w tym staraniu się, w tym zwarciu ze słabością.

Ale mam wam za złe pieprzenie. Pieprzenie od rzeczy, gdy was nawiedzi „duch” i „zapał” doktrynerstwa. Mam wam za złe, że uczycie czasem ludzi tego, czego wam się zdaje, wypada uczyć, a nie tego, co naprawdę jest. Mam wam za złe, ilekroć doktryny stawiacie wyżej niż ludzki ból, ludzkie potrzeby, ludzkie tragedie.

Mam wam też za złe, że dajecie się wodzić za nos „nuworyszom” z paraprotestanckich ruchów, co to „odnowę”, „prawdziwe” spotkania z Bogiem i cuda na kiju dostarczają na zawołanie. Ja wiem, że wam o realne doświadczenie cudu odczucia Boga trudno, ale to nie powód, żeby wspierać feministyczny postęp albo paramagiczne szaleństwa.

A tak naprawdę to kocham was. Kocham was, bo tej mojej miłości nic wam nie zastąpi. Bo przeciw wam obrócił się (i obraca się) świat. Bo przeciw wam, będą działać wasze naturalne skłonności. Bo przeciw wam skierowane są najostrzejsze i złowieszcze słowa naszego Zbawiciela (na cóż się sól przyda, skoro straci smak). Bo jesteście w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Bo będąc w tej sytuacji – Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił – próbujecie. Próbujecie do tego Boga mówić. Jakoś – przyznajmy często nieudolnie – mu służyć. Bo w świadomości różnych nieprawości instytucji Kościoła i własnych słabości niesiecie swoimi dłońmi przesłanie Boga poprzez czas. Bo jesteście ludźmi wielkimi, ilekroć Boga stawiacie na pierwszym miejscu, w tym labiryncie zależności, powinności, interesów i konieczności.

Trwajcie i nie przejmujcie się. Bóg was wesprze jeśli wy się odwołacie do Jego miłości. Nie macie wyjścia jak tylko drogę do Niego. Nie znajdziecie oparcia nigdzie indziej. I być może przyjdzie czas, że w tej „Nocy ciemnej”, o której mistycznie pisał św. Jan od Krzyża, a której codziennie i przyziemnie doświadcza tak wielu wierzących, zabłyśnie wam światło. Tylko w to uwierzcie.

Wierzę w was. Niekoniecznie w doktryny, niekoniecznie w mechanizmy, niekoniecznie w najwyższe „godności” w instytucji, której służycie. Ale wierzę w was. W takich jakimi jesteście. We wszystkich waszych słabościach i ułomnościach. Wierzę w was, bo nie mam innego wyjścia i Wy nie macie innego wyjścia. Bo wszyscy nie mamy innego wyjścia jak uwierzyć. Uwierzyć w dobro, uwierzyć w człowieka, uwierzyć w misję, uwierzyć w Boga.

Kościół Katolicki to wielkie dobro ludzkości. Coś w tym jest, że to on właśnie jest przedmiotem oszałamiającej fali ataków, a plejada denominacji protestanckich czy – w sumie to samo – charyzmatyczno-zielonoświątkowych, cieszy się nietykalnością mediów. „Pokaż mi swoich wrogów, a powiem ci ile jesteś wart”-  głosi jedna z mądrości ludowych. Wróćcie do korzeni i jednocześnie zmieńcie się. Zwariujcie dla Boga i jednocześnie zachowajcie rozsądek w tym wszystkim. Nie porzucajcie tradycji, ale w relacji z Bogiem wprowadzajcie zmiany, bo te wszystkie regulacje wcale święte nie są, tylko są środkami mającymi prowadzić ludzi i Was do Boga.

Będzie dobrze. Ale samo się nie zrobi. Dlatego jeszcze raz i na koniec – UWIERZCIE. Że jesteście wielcy w swojej pracy, nawet jeśli odczucia będą wam mówić coś innego. Uwierzcie, że Bóg was prowadzi, nawet jeśli nie będziecie widzieć drogi przed sobą. Uwierzcie w Niego samego, nawet gdy nie będziecie go czuć, ani widzieć, ani w żaden realny sposób dostrzegać. Nie odchodźcie, nie burzcie się. W waszej wierze będziecie dla ludzi i dla Boga skarbem. I zaprawdę – wielka będzie wasza nagroda w Niebie.